O autorze
Portal StosunkiMiedzynarodowe.pl jest miejscem, w którym publikujemy artykuły dotyczące spraw międzynarodowych. Działamy pod auspicjami Fundacji Promocji Studiów Międzynarodowych. U nas znajdą Państwo rzetelne informacje i komentarze dotyczące aktualnych wydarzeń, gospodarki, historii, prawa międzynarodowego. Publikujemy także wiadomości z poszczególnych regionów, które uważamy za ważne, a często pomijane w głównym przekazie medialnym. Staramy się, by dzięki naszym tekstom łatwiej można było zrozumieć współczesny świat.

Strona: stosunkimiedzynarodowe.pl
Facebook
Twitter

Czego nas uczy urugwajski prezydent?

Lubimy narzekać na to, że politycy żyją w odrealnionym świcie i niewiele wiedza o życiu ludzi, którymi rządzą. Takiego zarzutu wobec swojego prezydenta nie mogą sformułować mieszkańcy Urugwaju. Jose Mujica nie widzi potrzeby zmiany domu i sposobu życia tylko dlatego, że sprawuje najwyższy urząd w państwie, wobec czego bez żalu odrzucił możliwość zamieszkania w pałacu prezydenckim i pobierania wysokiego uposażenia. Postać prezydenta opisuje Martyna Kośka

Nie dość, że Mujica wraz z żoną mieszka w starym i wymagającym remontu gospodarstwie pod Montevideo, to jeszcze oddaje 90% miesięcznej pensji (ok. 12 000 dolarów) na cele charytatywne. Miesięcznie ma zatem do dyspozycji tyle, ile wynosi urugwajska średnia - 775 dolarów. Poza samochodem prezydent nie ma żadnego majątku (dom należy do żony), nie posiada nawet konta w banku.



Dodajmy, że dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych także oddawało znaczną część swojego wynagrodzenia na cele charytatywne. Byli to pochodzący z biednej rodziny Herbert Hoover (odmówił pobierania pensji prezydenckiej, by zapobiec wysuwaniu wobe niego zarzutów o korupcję) i John F. Kennedy.

Tym wszystkim Mujica zasłużył sobie na miano "najbiedniejszego prezydenta świata". Wydaje się być zdziwiony zainteresowaniem dziennikarzy i każdemu tłumaczy cierpliwie, że przecież zawsze żył skromnie i potrafi cieszyć się tym, co ma. "Jestem nazywany najbiedniejszym prezydentem świata, ale nie czuję się biedny. Biedni ludzie to ci, którzy pracują tylko po to, by móc utrzymać wysoki standard życia i wciąż dążą do tego, by mieć więcej. To wszystko sprowadza się do kwestii wolności – jeśli nie masz dużego majątku, nie musisz przez całe życie pracować jak niewolnik, by je utrzymać i dzięki temu masz więcej czasu dla siebie" – powiedział w rozmowie z dziennikarzem BBC.

Głową państwa Jose Mujica jest od 2009 r. W latach 60. i 70. był członkiem urugwajskiej grupy partyzanckiej Tupamaros, lewicowej zbrojnej organizacji pozostającej pod wpływem kubańskiej rewolucji. Sześciokrotnie postrzelony, 14 lat spędził w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Na wolność wyszedł w 1985 r. Dziś mówi, że to lata spędzone w więzieniu ukształtowały jego spojrzenie na świat. Dziś mówi, że właśnie siedząc w zawilgoconej celi i mając do dyspozycji jedynie materac do spania zrozumiał, czym jest prawdziwe szczęście.

Na szczycie Rio+20 w czerwcu tego roku powiedział: "Dziś po południu rozmawialiśmy o zrównoważonym rozwoju, o tym, aby wyciągnąć masy z ubóstwa. Ale czy chcemy wszędzie przeszczepić model rozwoju i konsumpcji krajów bogatych? Pytam: jakie skutki dla naszej planety miałaby sytuacja, gdyby na każdego Hindusa przypadało tyle samochodów, ile przypada na Niemców? Ile tlenu by nam zostało? Czy Ziemia ma tyle zasobów naturalnych, by siedem czy osiem miliardów ludzi mogło żyć na tym samym poziomie konsumpcji i generować tyle śmieci, ile produkują najbogatsze społeczeństwa?"

Po emocjonującym szczycie wrócił do ojczyzny – jednego z najmniej skorumpowanych państw świata, które od kilku lat utrzymuje wysoki wzrost gospodarczy. Niewykluczone, że na lotnisku w Montevideo wsiadł do wartego 1800 dolarów (co wynika z zeznania podatkowego) Volkswagena Beetle i powrócił do swojego "zwykłego życia".

Ten tekst początkowo miał nosić tytuł: „Dlaczego o urugwajskim prezydencie powinni przeczytać na Wiejskiej?”. Po przemyśleniu dochodzę jednak do wniosku, że w postawie urugwajskiego prezydenta nie jest najważniejsze to, że nie chce mieszkać w pałacu prezydenckim (wszak polska głowa państwa także nie zdecydowała się na przeprowadzkę do pałacu), lecz to, że potrafi cieszyć się z tego, co ma zamiast koncentrować się na tym, czego mu brakuje. Niby banał, ale, drodzy Czytelnicy, jak dużo bardziej szczęśliwi wszyscy będziemy, gdy uznamy, że szklanka jest jednak do połowy pełna...

Autor: Martyna Kośka
Trwa ładowanie komentarzy...