Nowe Baku ze szkła

Jak dobrze, że władze polskich miast – gospodarzy w czasie mistrzostw Europy w piłce nożnej nie podeszły do tematu modernizacji tak ambitnie, jak władze Baku, miasta, które przygotowuje się do organizacji Europejskiego Konkursu Piosenki, szerzej znanego jako Eurowizja. Stolica Azerbejdżanu ma się wkrótce stać "kaspijskim Dubajem" – w ferworze prowadzonych na wielką skalę prac w górę strzelają coraz to nowe drapacze chmur i luksusowe apartamentowce i niestety równie szybko znikają budynki historyczne. Okoliczność, że w nich wszystkich mieszkali ludzie, zdawała się być najmniejszym problemem dla władz.

Azerbejdżan już od dawna nosił się z zamiarem daleko idącej modernizacji stolicy i zwycięstwo duetu Ell&Nikki tylko przyśpieszyło przystąpienie do realizacji tych planów. Miasto zmienia się nie do poznania i dzieje się to w niesamowitym tempie. Zmiany dotykają przede wszystkim centrum, w tym zabytkowych jego części. Władze nie bardzo mają ochotę podejmować dialog z mieszkańcami budynków, które zostały przeznaczone do rozbiórki. Ci, którzy mają szczęście, otrzymują propozycję zamiany lokalu na mniejszy bądź odszkodowanie. Pozostali w ogóle nie muszą podejmować żadnej decyzji, gdyż zwyczajnie nie otrzymują rekompensaty i muszą sami zorganizować sobie nowe mieszkanie w ekspresowym tempie. Dodajmy, że proponowane przez państwo odszkodowania są nieadekwatne do sytuacji na rynku nieruchomości i na pewno nie pozwalają na nabycie mieszkania w centrum. Szacuje się, że mieszkańcy powinni dostać w ramach odszkodowań o co najmniej 25% więcej pieniędzy.



W najgorszej sytuacji są ludzie, którzy w jakikolwiek sposób zaszkodzili władzy – opozycjoniści. Półtora roku temu jedna z gazet opisała historię Lejli i Arifa Junusów, znanych w Azerbejdżanie obrońców praw człowieka. W ciągu zaledwie kilkunastu minut zrównany z ziemią zostanie tylko ich dom, lecz także budynki, w których mieściły się biura prowadzonych przez nich organizacji. Mieszkańcy budynków nie dostali nawet czasu na zabranie swoich rzeczy – robotnicy przyszli z odpowiednimi dokumentami i oświadczyli, że wyburzanie muszą rozpocząć natychmiast, gdyż w budynku ulatnia się gaz. Zupełnie bez znaczenia był wydany kilkanaście tygodni wcześniej na korzyść Janusów wyrok sądowy, zgodnie z którym kamienica, w której znajdowało się ich mieszkanie, nie może być zburzona ani wywłaszczona bez wyraźnego nakazu sądu. Z kolei raport Human Rights Watch udokumentował 24 przypadki, w których rozpoczęto rozbiórkę domów, w których nadal mieszkali ludzie. Władze wzięły ludzi przez zaskoczenie; ciężki sprzęt rozpoczął pracę w nocy, gdy niepoinformowani o planach rozbiórki mieszkańcy spali. Cudem nikt nie zginął.

Takich historii stolica tego niewielkiego kaukaskiego państwa poznała bardzo wiele w ostatnich miesiącach. Obrońcy praw człowieka biją na alarm, gdyż sposób wywłaszczania mieszkańców urąga obowiązującym przepisom. Publiczne Stowarzyszenie na Rzecz Wolnej Gospodarki (PAAFE) szacuje, że modernizacja miasta doprowadziła do naruszenia własności ok. 20 tysięcy ludzi. Na nic zdały się dramatyczne próby walki mieszkańców o godne odszkodowania: ich głodówki i protesty nie zrobiły na włądzy większego wrażenia.

Baku ma być piękne. Po wyburzeniu kilkudziesięciu domów wydzielono Plac Flagi Narodowej z największą flagą świata na największym maszcie świata. Powstały bulwary, szerokie aleje, wzdłuż których wyrastają szklane wieżowce. Do nowo budowanych dzielnic lada dzień zaczną się wprowadzać bakijscy milionerzy, którzy z okien apartamentowców będą mogli podziwiać największą perełkę – Krystaliczny Pałac (koszt inwestycji to co najmniej 418 mln złotych!), który będzie pełnił m.in. funkcję gigantycznej hali koncertowej mogącej pomieścić 25 tysięcy widzów.

A ludzie? No cóż, czym są problemy 20 czy choćby i 50 tysięcy ludzi w liczącej ponad 3,5 miliona mieszkańców metropolii?
Artykuł Martyny Kośka

Korzystałam z danych przedstawionych przez Annę Żamejć w art. „Będzie jak w Dubaju”, opublikowanym w ostatnim numerze „Nowej Europy Wschodniej”.
Trwa ładowanie komentarzy...