Sojusznik pilnie poszukiwany

Spekulacjom nie ma końca, nawet na tak wstrzemięźliwiej płaszczyźnie jaką jest Bliski Wschód. Od momentu ogłoszenia „czerwonej linii” dla Iranu, rozpoczął się okres niewymuszonych deklaracji państw regionu. Niewymuszonych, bowiem to Stany Zjednoczone zostały pierwotnie wezwane do dzierżenia z Izraelem sztandaru „wybawców” regionu z „irańskiej opresji”. Komentuje Jessica Wolska.

Przodownikiem tego procesu okazał się być Azerbejdżan, który kategorycznie odmówił pomocniczych ataków wobec swoich sąsiadów. Rzecznik MSZ Elman Abdullayev, podkreślił stanowisko rządu w Baku, że dotychczasowe więzi z sąsiadami pozostaną w nienaruszonej przyjaźni, bowiem należy szanować suwerenność i integralność terytorialną każdego z państw. I choć w ostatnim czasie pojawiły się sąsiedzkie napięcia, zrodzone na skutek zbliżenia Baku z Tel-Avivem, to nie jest to powód aby przekreślać, kilkuletnią współpracę finansową i gospodarczą. Kto więc stanie ramię w ramię z Izraelem? Szyicki rząd Iraku, będący w komitywie z szyicką siłą Iranu? Na pewno nie Bashar al- Assad, którego reżim zdominowany jest przez członków społeczności alawickiej (odłam szyizmu) i dla którego Iran jest jednym z najważniejszych sojuszników. Biorąc również pod uwagę fakt, że sekretarz Ligii Państw Arabskich zapowiedział opozycyjną zgodność członków do militarnego ataku na Iran, pole manewru w poszukiwaniu sojusznika zaczyna się kurczyć. Rzeczywistość jest taka, że nikt nie chce powtórki z Iraku czy Afganistanu, a już najbardziej administracja amerykańska, która zdecydowanie unika stworzenia sojuszu „wojskowego awanturnictwa”. Pytanie czy ta postawa pozostanie niezmienna również po sfinalizowaniu tegorocznych wyborów prezydenckich.



Tekst autorstwa Jessici Wolskiej
Trwa ładowanie komentarzy...